29 października 2014 - Huzar

Skrucha – skuteczny lek na zwapnienie

Na religii słyszałem o “żalu za grzechy doskonałym”, że to takie fajne jest, bo jak się ma “żal za grzechy doskonały”, to grzechy są odpuszczone nawet bez spowiedzi. A że raczej dobry chłopak byłem (relatywnie, bo moi koledzy na przykład to palili papierosy i mówili brzydkie słowa na “k”, “ch”, “g”, “d”, “j”, “p” i inne, których nawet nie chcę sobie teraz przypominać), to zawsze chciałem mieć żal doskonały. To się wiązało z uporczywymi próbami rozpłakania się podczas robienia rachunku sumienia. Czasem się nie udawało. Cisnąłem jak nie wiem, przypominałem sobie najsmutniejsze momenty w życiu i nic. W przypływie determinacji śpiewałem “Uderz, Jezu bez odwłoki, w twardych serc naszych opoki”. Nic. Dno. No, trochę…

Myślę, że tak jak większość ludzi tkwiłem w pułapce myślenia o rzeczach duchowych (w tym wypadku żal za grzechy) w kategoriach emocjonalnych. Jak to wytłumaczyć? Mamy, dajmy na to, jakiś wstrząs tektoniczny, jakieś ruchy, płyty, coś tam gigantycznego pod ziemią. Coś się przesunęło a na oceanie robi się wielka fala. Tsunami. Takie bywają przeżycia duchowe. Człowiek coś zrozumiał, czegoś doświadczył, coś się w nim przesunęło i przychodzi potężna fala emocji. Żal, wdzięczność, radość, poczucie wolności… Zależy, co się tam jak przesunęło w głębi duszy.

Ale nie zawsze musi być fala. Te tam tektoniczne sprawy mogą się mocno poruszyć, ale jesteśmy na lądzie, na twardej skale. Nie ma żadnych fal. Coś się zatrzęsło i ustało. I niby nic, na powierzchni spokój. Jednak w głębi naprawdę coś ruszyło, oderwała się wyspa, kontynenty zaczęły się oddalać. I takie też bywają przeżycia duchowe.

Mam przykład poruszeń duchowych tego drugiego rodzaju. Doszło do mnie kiedyś, ile czasu marnuję na gry komputerowe, jak one zeżarły mi lata życia, ile mogłem przez ten czas zrobić lepszych rzeczy, czego się nauczyć, jakie doświadczenie zdobyć. Nie miałem przy tym żadnych wielkich emocji, łez, śmiechu, nic. Po prostu powiedziałem sobie, że chcę zrobić wszystko, żeby nie wrócić do grania. Miałem za sobą już wiele nieudanych prób, łamanie płytek DVD z grami, czyszczenie dysku, przysięgi spisywane na świętych obrazkach. Ale wtedy doszło do mnie mocno, że to będzie długa droga, że dobrze byłoby, gdybym znalazł sobie kogoś, kto mi pomoże, że nie chcę tym razem “wielkiego zrywu”, ale skutecznego poradzenia sobie ze sprawą. Wiedziałem, że upodobanie do gier, ochota na nie prawdopodobnie jeszcze nieraz do mnie wróci, potrzebuję więc czegoś, co mi pomoże na dłuższą metę. To zadziałało. Tamto oświecenie, któremu towarzyszyło znacznie mniej emocji niż przy niektórych porywach wściekłości na to, że znowu coś zawaliłem, bo grałem na komputerze przyniosło mocny przełom w całej mojej historii uzależnienia od gier.

Język polski ma genialne słowo. “SKRUCHA”. Ono tłumaczy istotę sprawy znacznie lepiej niż nieco abstrakcyjne określenia jak “żal doskonały”, “żal niedoskonały”… Jest z wierzchu coś twardego. Skorupa. Powoli kruszy się i wychodzi mały kurczak. Wielkanocny. Biblia ukazuję SKRUCHĘ jako zupełnie podstawowy warunek pojednania z Bogiem. Psalm 51 mówi:Ty się bowiem nie radujesz ofiarą i nie chcesz całopaleń, choćbym je dawał. 19 Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym” (Ps. 51: 18 – 19). Czy Bóg potrzebuje jakiegoś prezentu, daru, żeby przebaczyć grzesznikowi? Nie, on potrzebuje tylko szczerości grzesznika, tego, żeby człowiek zobaczył, że coś zmarnował, coś zniszczył, że próbował oszukać Boga, siebie, innych. Jak długo w człowieku nie ma SKRUCHY, tak długo będzie on uciekał od Boga, od światła, aby zło nie ukazało się jemu samemu, Bogu, innym. To jest zaskakujące, ale na tym polega sąd Boży i potępienie. Tak przynajmniej Jezus tłumaczył Nikodemowi (por. J 3: 16 – 21). Oczywiście, kwestia sądu Bożego, jest znacznie bardziej złożona i wielowątkowa, ale określenie sądu z Janowej Ewangelii jest bardzo ważne dzięki swojej wyjątkowości. Czy Bóg potrzebował śmierci Syna Bożego, żeby wybaczyć grzesznikom? Czy “ojciec miłosierny” z przypowieści zapisanej u św. Łukasza potrzebuje, żeby ktokolwiek ponosił zastępczą karę za marnotrawnego syna (por. Łk 15: 1 – 23)? Czy pan “nielitościwego dłużnika” wymagał, aby ktoś inny spłacał za niego dziesięć tysięcy talentów złota (por. Mt 18: 23 – 35)? To uczniowie potrzebują zobaczyć całkowite poświęcenie Jezusa, posłuszeństwa Ojcu tak podkreślanego przez św. Pawła, miłości do końca. Dzięki niezłomności Jezusa aż po śmierć na krzyżu uczniowie doświadczają SKRUCHY – zrozumienia własnej słabości i niewystarczalności. Po doświadczeniu opuszczenia Pana na drodze krzyża i po ponownym spotkaniu Go jako Zmartwychwstałego są w stanie powiedzieć sobie i Bogu “już wiem, że moje własne pomysły prowadzą do śmierci Dobrego, już jestem gotowy pójść za Tobą każdą drogą, którą mi wskażesz”.

SKRUCHA jest pierwszym krokiem do zmiany. Każdy, bez wyjątku każdy człowiek, czy tego chce czy nie otacza się warstwą ochronną. Usprawiedliwienia, niedostrzeganie faktów, zapominanie, twardość, robienie z siebie ofiary i wywoływanie w innych poczucia winy… Nie trzeba być wierzącym, żeby odkryć to, co psychologowie nazwali “mechanizmami obronnymi”. Z czasem ta warstwa staje się skorupą, z której istnienia nawet nie zdajemy sobie sprawy, tak jak nosorożec nie wie, że ma grubą skórę. Pancerze obronne pozwalają nam ochraniać każde zło: usprawiedliwiają lenistwo, fałszywą bezradność i bierność (tzw. “żona alkoholika”), pychę, gniew, nałogi, brak miłości i solidarności, brak czasu na życie duchowe itd. Widzimy drobniejsze sprawy, drzazgi: nieobecność na niedzielnej Mszy, kłótnię w domu, wzywanie imienia Bożego na daremno… rzeczy, które w istotny sposób nie wpływają na bieg życia, ale nie widzimy we własnym oku belki.

Zdarzają się jednak momenty, kiedy łaska splata się z naszą gotowością. Wstrząs powoduje, że skorupa pęka, Pancerzyki się KRUSZĄ, opadają. Przestaję się bronić. Goły jak ślimak bez skorupy nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Nie jestem na siebie zły, to nie to samo, co jakieś chore poczucie winy. Nie jestem skupiony na sobie, na obwinianiu się. Jestem gotów do działania i już nie zasłaniam się stwierdzeniem, że “nic się nie da zrobić”. Jednocześnie nie widzę w sobie siły, która gwarantowałaby skuteczność mojemu pragnieniu zmiany. Jestem gotów wzywać Boga, żeby wskazał mi drogę. Jestem gotów powiedzieć szczerze “bądź wola Twoja” i działać zgodnie z tym, co On mi wskazuje.

Wielokrotnie potem powracam do tego momentu, staram się przypomnieć sobie to, co wtedy zrozumiałem. Nie zawsze udaje mi się jeszcze raz tak to przeżyć, ale wiem, że taka słabiej doświadczalna SKRUCHA, bez emocjonalnego przeżycia opadania skorupy też jest dobrym krokiem na drodze do zmiany. Ważne jest to, że nie uciekam od tamtego momentu, nie mówię “już się zmieniłem, byłem niegrzeczny, ale teraz jestem grzeczny”. Wiem, że jestem żywy, nie jestem już zombie, nawet jeżeli nie ma już takiej rewolucji jak wcześniej. Chociaż niewykluczone, że za jakiś czas znowu przeżyję głęboki duchowy wstrząs, znowu poczuję, że spada ze mnie coś, co się nabudowało, nawarstwiło, zwapniało na nowo albo w innym miejscu,

Taki byłby mój zwięzły opis tego, co nazywa się “żalem doskonałym” i “żalem niedoskonałym”, który wystarcza do pojednania się z Bogiem.

Bronię się przed tym, żeby osądzać ludzi względem tego, czy mają żal doskonały czy nie. Nie oceniam i, o ile nie ma oczywistych, bardzo konkretnych przeszkód, pozostaję przy ich ocenie tego, czy spełniają warunki pojednania z Bogiem. Nie oceniając jednak samego obiektywnego faktu mogę powiedzieć o moim subiektywnym odczuciu, że sytuacja, kiedy jestem przekonany o tym, że dana osoba ma w sobie SKRUCHĘ lub żal na tyle głęboki, aby odsłonić prawdę o istotnych wadach, błędach, grzechach nie zdarza się często. Jestem mocno przekonany o tym, że powinniśmy poświęcić dużo więcej czasu na rachunek sumienia, przez który Bóg może nas doprowadzić do tego momentu szczerości i realistycznego spojrzenia na nasz sposób życia.

Jeszcze raz polecam “Rachunex sumienia”: http://blog.rafalhuzarski.com/2014/10/rachunex-sumienia-esencja/

 

 

ForMac(ja)

Komentarze

  • J napisał(a):

    Żal doskonały to żal wynikający z miłości, a nie z lęku. Widzę zło które było moim udziałem, ale ponad to zło widzę Boga- Miłość, którą odrzuciłam przez mój wolny wybór – tak to widzę. Chyba nigdy nie miałam żalu doskonałego.
    Inspirujące przemyślenia 🙂
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *