15 listopada 2015 - Huzar

“Król”. Punkta do ewangelii z niedzieli Chrystusa Króla B [J 18,33b-37]

Komentarz (nie jest częścią medytacji, jeżeli ktoś chce, może przeczytać go wcześniej)

Droga uczniów Jezusa to droga, na którą wkraczali jako słuchacze wędrownego nauczyciela. Stopniowo na tej drodze zaczęli poznawać coś, czego się nie spodziewali. Zaczęli rozpoznawać w Nim tego, którego obiecywały Pisma – Mesjasza, obiecanego Króla, który miał podźwignąć ich naród z upadku. Po wielkich cudach i słuchanych przez tysiące ludzi naukach wydawało się, że nic nie może stanąć na przeszkodzie temu, by Mistrz z Nazaretu rzeczywiście został przyjęty w Izraelu jako obiecany przez Boga Mesjasz, syn królewskiego rodu Dawida, który odnowi siłę narodu i podźwignie upadłe królestwo.

Ta passa zaczęła załamywać się, gdy Jezus coraz bardziej głosił nie zasady moralne i religijne, ale to, że jedyną drogą jest całkowite powierzenie się Jemu. To nie On ma służyć realizacji ich celów. To ludzie mają na nowo odczytać swoje cele, odkrywając i uznając, że to On jest Panem. Właśnie tą drogę powierzenia się Jezusowi odrzucają Żydzi. Wolą mieć prawo, nad którym tak naprawdę sami panują, bo mogą je po swojemu interpretować. Mając wszystkie znaki wskazujące Króla, obawiają się pójścia za Nim. Ten kryzys uwidocznił się mniej więcej latem 29 roku.

Od tego momentu następuje zwrot w historii Jezusa. Jesienią 29 roku zabiera kilku uczniów na Górę Tabor, aby tam ukazać im się w ponadludzkiej potędze jako Pan i Światłość świata. Kończy się czas wędrownego nauczyciela i uzdrowiciela. Jezus zaczyna działać jako Król. Jako Króla idzie do Swojej stolicy, do Jeruzalem, po to, aby, jak sam mówi, „zostać nad ziemię wywyższonym i przyciągnąć wszystkich do siebie” (J 12:32). Do momentu Jego męki, śmierci i zmartwychwstania sens tych słów był niejasny. Spotkanie z Piłatem, które w ewangelii św. Jana jeszcze wyraźniej niż w innych ewangeliach akcentuje fakt, że Jezus na Swoją egzekucję idzie nie jako skazaniec, ale jako Król. Idzie, bo sam zadecydował, że musi przez to przejść,

Choć więc już w pierwszych rozdziałach ewangelii św. Mateusza zaznaczona jest świadomość niektórych, że Jezus jest królem („Oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?” – Mt 2: 1b – 2), choć w pierwszym rozdziale ewangelii Janowej Natanael w obecności innych uczniów rozpoznaje w Jezusie Króla Izraela, to dojście do rozumienia tego, co to znaczy, że Jezus jest Królem zajmuje uczniom bardzo dużo czasu. Nawet gdy już są pewni faktu, że Jezus rzeczywiście będzie panował (np. zabiegają o stanowiska na Jego przyszłym dworze – Mt 20:21; uczestniczą w królewskim wjeździe do Jerozolimy itd.), to Jego męka i śmierć całkowicie rozbija ich wyobrażenia. Samo zmartwychwstanie też jeszcze nie wyjaśnia wszystkiego. Pięćdziesiąt dni trwania w modlitwie i dar Ducha Świętego jest ważnym krokiem do pełnego rozumienia, ale myśl o tym, co oznacza, że Jezus jest Królem nie tylko dla Izraela, ale na zawsze dla każdego człowieka rozwija się w Kościele powoli o czym świadczą m.in. listy św. Pawła.

Historia uczniów pokazuje, że podejmowane na serio próby odkrycia tego, co to znaczy, że Jezus jest Królem to zajęcie bardzo niebezpieczne. Mogą zaczynać się niewinnie: „mówieniem paciorka” z rodzicami, chodzeniem do kościoła, czytaniem książek, pielgrzymką, zakochaniem się w kimś głębiej wierzącym niż ja itd. Z czasem niektórzy dochodzą do słusznego przekonania, że aby odkrywać Go, aby rozumieć Jego historię, trzeba zacząć podejmować pewne poszukiwania i działania, do których nikt nas nie zmusza. Można też pozostać tzw. „wierzącymi”, a jednocześnie nie wejść w historię Króla powołującego człowieka do służby, która jest zbawieniem. Te poszukiwania i działania mogą coraz bardziej zmieniać kształt naszego życia. Odkrywamy, że rozumienie tej historii wymaga zmiany siebie, oddania się Bogu. Początkowo to wydaje się jak krok w przepaść. Uczymy się jednak przechodząc kolejne kryzysy i zwątpienia w sens tego poszukiwania. Uczymy się służyć mu, aby lepiej rozumieć, co miał na myśli mówiąc Piłatowi: „Tak, jestem Królem”. Wielu ta droga doprowadza do ostatecznego przyłączania się do Króla także na tej najtrudniejszej drodze – drodze dobrowolnego przyjęcia krzyża z miłości do Boga i innych.

Droga uczniów to droga powolnego rozpoznawania Jezusa jako Pana i Króla. „Wierzyć” uczniów nie znaczy uznawać, że Bóg jest, że nie wolno kraść i trzeba chodzić do kościoła. Ich „Wierzyć” to znaczy pójść długą drogą: od spotkania Jezusa, którego jeszcze nie rozumieją do coraz głębszego poznania Go i przyjęcia jako swojego Króla.

Z Ewangelii według świętego Jana

Piłat powiedział do Jezusa: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”. Jezus odpowiedział: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?”. Piłat odparł: „Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?”. Odpowiedział Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”. Piłat zatem powiedział do Niego: „A więc jesteś Królem?”.

Odpowiedział Jezus: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”.

Przygotowanie:

Modlitwa przygotowawcza: „Panie spraw, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty ku Twojej służbie i chwale.”

Wprowadzenie1: Wyobraź sobie Jezusa jako Króla podczas wyprawy, podczas toczącej się wojny. Jest już pewny zwycięstwa, wie, że nikt Go nie jest w stanie powstrzymać. Na Jego rękach są ślady gwoździ. On już wie, że ci, którzy będą razem z Nim walczyć, zwyciężą. Stoi lub siedzi w jakimś miejscu, może na otwartej przestrzeni, może w wielkim namiocie, gdziekolwiek tą scenę umieścisz, otoczony swoimi wiernymi towarzyszami. Mężczyźni i kobiety, najbliżej apostołowie. Wielu z nich też nosi na sobie rany, ślady męczeństwa, ale wiedzą dobrze o tym, że ich zwycięstwo już się rozstrzygnęło. Walka ciągle jednak trwa. Nie odpoczywają. On ciągle idzie na czele, cierpi z cierpiącymi, bywa głodny, ubogi… Wojna toczy się o to, aby każdy, na kim Mu zależy, każdy człowiek stanął po stronie prawdy, wolności, sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu Świętym, przeciw lękowi, chciwości, pysze, podziałom, wykorzystywaniu, samotności… Wyobraź sobie, że jesteś przed tym Królem. Możesz przysłuchiwać się temu, o czym rozmawia z innymi, możesz wyobrazić sobie, że patrzy na ciebie. Zobacz tę scenę.

Wprowadzenie 2: „Prosić o to, czego pragnę”. Tu możesz prosić o pełną posłuszeństwa miłość do Chrystusa – Króla.

Punkta do medytacji:

1.     „Tak, jestem królem”

Uczeni w Piśmie chcieli śmierci Jezusa, bo zagrażał ich autorytetowi, jednak Piłatowi musieli przedstawić taki powód, dla którego on obowiązkowo musiałby się zająć sprawą i nie mógłby ich zbyć. Takim argumentem jest zarzut polityczny: ten człowiek obwołał siebie królem. Jezus mógł temu zaprzeczyć, powiedzieć „nie, nie jestem królem”, albo „nie jestem królem w tym znaczeniu, o które chodzi faryzeuszom, nie jestem wichrzycielem politycznym”. To by wystarczyło, żeby uratować życie.

Dlaczego Jezus decyduje się mówić „jestem królem” wobec Piłata, który i tak nic z tego nie rozumie? Ewangeliści nigdy tyle razy nie podkreślają, że Jezus jest królem jak w scenie męki. Piłat kilkakrotnie Go o to pyta, szydzą z Niego mówiąc „Witaj, Królu żydowski!”. Nad Jego głową umieszczają napis z podaniem Jego winy: „To jest Jezus, Król żydowski”. Mówią: „Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego”. Nie wspominają o Jego „królewskości”, kiedy naucza na górze, kiedy rozmnaża chleby, kiedy ukazuje się Zmartwychwstały, Pan potężniejszy niż śmierć, ale właśnie wtedy, kiedy wydaje się nie mieć żadnej władzy. O co tu chodzi? Dlaczego właśnie wobec przybitego do krzyża, wbrew Jego wrogom, Ewangeliści (a więc pierwsi uczniowie) tak silnie podkreślają, że ten właśnie moment jest momentem, kiedy Jezus staje jako prawdziwy król, kiedy jest w pełni uprawniony do tego tytułu? Dlaczego Ten, który decyduje się przejść przez cierpienie, odrzucenie, mękę bardziej ukazuje „królowanie” niż odnoszący sukces, działający cuda, mądrze nauczający? Dlaczego Król naznaczony ranami może potężniej przemawiać i działać niż mędrzec, uzdrowiciel?

2.     „Kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”

Niezależnie od tego, na ile udało ci się odkryć odpowiedzi na pytania z pierwszego punktu zwróć uwagę na to stwierdzenie: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Określenie „prawda” dla Izraelitów ma nieco inne zabarwienie niż dla zastanawiających się nad prawdą Greków czy Rzymian. Piłat, słysząc słowo “prawda”, uważa Jezusa za kogoś w rodzaju filozofa. Jako wykształcony Rzymianin, Piłat znał też poglądy filozofów, którzy ukazywali siebie jako idealnych władców (np. Platon). W Starym Testamencie i w tradycji żydowskiej „prawda” oznaczała jednak w pierwszym rzędzie wierność Boga wobec zawartego przymierza. „Każdy, kto ufa Bogu, idzie za tym co mówię”.

Powróć do wyobrażenia Chrystusa Króla z wprowadzenia do medytacji. Można słuchać Jego głosu jako głosu mądrości, można rozważać koncepcje etyczne, które proponuje itd. Można jednak chcieć słuchać Go jako jego uczeń, Jego sługa, człowiek pragnący wypełnić Jego wolę, pragnący iść z nim. Co On mówi do ciebie?

3.     Punkt trzeci…

Ten punkt jest wzięty z jednej z najważniejszych medytacji zawartych w tzw. Drugim Tygodniu „Ćwiczeń Duchowych” św. Ignacego Loyoli (ĆD, 97 – 98):

Ci, którzy bardziej chcą się przejąć tą służbą swojemu Królowi odwiecznemu i Panu wszechświata i odznaczyć się w niej, nie tylko siebie samych w całości powinni oddać na trud, lecz działając przeciw własnej swojej zmysłowości i przeciw swojej miłości cielesnej i światowej złożą z siebie ofiarę mającą większą wartość i znaczenie mówiąc:

Odwieczny Panie wszystkich rzeczy! Oto przy Twej łaskawej pomocy ofiaruję się w obliczu nieskończonej dobroci Twojej i przed chwalebną Matką Twoją i wszystkimi świętymi dworu niebieskiego. Chcę i pragnę i taka jest moja dobrze przemyślana decyzja, byle to tylko było ku lepszej służbie Tobie i większej Twojej chwale, że Cię będę naśladował w znoszeniu wszystkich zniewag, w pogardzie i całkowitym ubóstwie, tak rzeczywistym jak duchowym, jeżeli Twój najświętszy Majestat zechce mnie wybrać i przyjąć do takiego rodzaju życia i stanu.

Co czujesz, co myślisz dotykając miłości do Króla, którą św. Ignacy zawarł w tym tekście? Radość i pokój? Niepokój, wątpliwości? Czy to mogłaby być na obecnym etapie życia Twoja modlitwa?

 

Proponuję na zakończenie medytacji inną modlitwę zaczerpniętą tym razem z samego początku Ćwiczeń Duchowych:

Duszo Chrystusowa, uświęć mnie.

Ciało Chrystusowe, zbaw mnie.

Krwi Chrystusowa, napój mnie.

Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie.

Męko Chrystusowa, wzmocnij mnie.

O dobry Jezu, wysłuchaj mnie.

W ranach swoich ukryj mnie.

Nie dozwól mi oddalić się od Ciebie.

Od nieprzyjaciela złośliwego broń mnie.

W godzinie śmierci mojej wezwij mnie.

I każ mi przyjść do siebie,

abym ze świętymi Twoimi chwalił Cię

na wieki wieków. Amen.

 

Punkta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *